Znajomość z hipermarketu…

20 06 2007

Kolejny raz musiałem zjawić się służbowo w Poznaniu. Jedno popołudnie i wieczór, jeden nocleg, jeden ranek i powrót do domu. Ten sam hotel, ta sama obsługa, taki sam szary pokój, jak zwykle. Ten sam hipermarket, do którego udałem się po małe zakupy.

Nie ma koszyka – jak to w Kauflandzie, trzeba brać wózek. Warunek: posiadanie 2 zł. Nie miałem takowych, więc podszedłem do kasy, aby rozmienić 5 zł.
Pani kasjerka obsługiwała właśnie młodego chłopaka, ok. 20 lat. Stanąłem obok niego, przeszywając wzrokiem jego apetyczne ciało – sportowe buty bez skarpetek, owłosione opalone zgrabne nóżki, luźne szorty, koszulka z krótkim rękawkiem… gdy usłyszał, jak zwracam się do kasjerki z prośbą o wymianę kasy, od razu rzucił do mnie: „Ja Panu rozmienię”. Miał piękny, matowy głos. W jednej garści trzymał monety, drugą ręką wyszukując w nich odpowiedniej kwoty. Szeroki uśmiech, białe zęby. Mojej postury, szczupły ale ładnie wyrzeźbiony, 1,8 metra wzrostu. Delikatnymi, długimi palcami uzbierał 5 zł, ja uczyniłem to samo. Dotykał monety tak delikatnie, że nie mogłem uznać tego za niewinną przysługę. Wręczając mi odliczoną kwotę, puścił mi zalotne spojrzenie swymi błyszczącymi, młodzieńczymi, zielonymi oczami. Powiedziałem „dzięki” i pożegnaliśmy się. Odszedł od kasy i skierował się w stronę wyjścia.

Wiedziałem, że nie mogę tak zostawić tej sprawy. Gdy widziałem jego zgrabne, szczupłe, jędrne pośladki, opięte luźnymi szortami, hormony nie pozwoliły mi odejść obojętnie. Poszedłem za nim do parkingu podziemnego. „Hej, sorki, dałeś mi za dużo!” – to najmądrzejszy tekst, jaki przyszedł mi do głowy. Chłopak zatrzymał się i odwrócił w moją stronę. Kontynuowałem: „dałeś mi 50 groszy za dużo”. Odparł: „A może za mało?”, puszczając kolejne zalotne spojrzenie i szczery uśmiech. Ok., przełamaliśmy pierwsze lody, więc wypadało się przedstawić: „Jestem Adam, a Ty?” – „Maciek”, odparł. Bez skrępowania wypaliłem: „Mówisz, że może dałeś mi za mało? To może teraz ja mógłbym dać coś tobie?”. Obaj wiedzieliśmy, że wszystko już jest jasne – mamy na siebie ochotę. Maciek zaczerwienił się, ale nie krył radości: „A na co masz ochotę?” Odparłem: „Nie, to Ty powiedz mi swoje marzenia, to w końcu ja jestem Twoim dłużnikiem!”. Roześmiał się jeszcze serdeczniej. Staliśmy koło jego auta. Rozejrzałem się dokoła, nikogo nie było w pobliżu. Odważyłem się na pierwszy krok: delikatnie uniosłem jego koszulę i włożyłem mu dłoń między nogi…. nie miał bielizny. Lekko opuszczone, luźne szorty uwidaczniały dwa piękne rowki w miejscu złączenia nóg z tułowiem – strasznie mnie rajcuje taki widok. Wymacawszy jego skarb, poczułem, że sprawa jest warta zachodu. Jądra były już nabrzmiałe, pałka powoli unosiła się. Gdy masowałem jego klejnoty, wsadził mi język do ucha i wyszeptał: „Od dawna marzyłem o takiej sytuacji!”. Widać mieliśmy wspólne marzenia 

Szybko rzuciłem: „Mam pokój w hotelu, skoczymy tam?”. Odparł: „Hmmm wolałbym bardziej zaszaleć, zróbmy to tutaj!”. Oniemiałem. Mamy uprawiać seks na środku podziemnego parkingu, gdzie w każdej chwili ktoś mógłby nas zobaczyć?! Pomijam już kamery, które również były tutaj zamontowane. „Lubię ryzyko, ale nie jestem samobójcą. Jedźmy w neutralny teren.” Zgodził się: „Ok., wsiadaj.” Zająłem miejsce na fotelu pasażera w jego czarnym VW Golfie IV. Zadbane auto – jak jego właściciel. Gdy tylko wyjechał z parkingu, pozwoliłem sobie na kolejny krok: położyłem mu rękę na kolanie. Miał miłe w dotuku, opalone ciało. Znów puścił mi zalotne spojrzenie, mówiące: „Podoba mi się, kontynuuj!”.

Gdy wyjechaliśmy na autostradę, moje ręce pieściły już jego fiuta. Był piękny, jędrny, sporych rozmiarów. Odpiąłem pasy i natychmiast się do niego przyssałem. Cudownie pachniał. Delikatnie pieściłem czubkiem języka jego jąderka, posuwając się coraz wyżej, muskałem ustami jego kasztanka… byłem w siódym niebie – rzadko mam do czynienia z tak dorodnymi jajeczkami. Przyspieszył. Delikatnie zatapiałem jego maczugę w swoich ustach. Była duża, wielkości mojej, jakieś 20 cm. Nie mieściła mi się całkiem do ust, ale starałem się włożyć ją jak najgłębiej. Czułem na policzkach ciepło jego kutasa. Maciek delikatnie pojękiwał, dając mi do zrozumienia, że polubił tę zabawę. Im bardziej namiętnie pieściłem go, tym szybciej jechaliśmy. „Ile jedziemy?” – wydukałem z penisem w ustach” – „190… 200… 215 km/h” – wymamrotał. Czułem, że długo nie wytrzyma. Szybka decyzja: pozwolić mu spuścić się w moje usta, czy dokończyć ręką? Zadałem szybkie pytanie: „Jesteś zdrowy?”. Uzyskałem równi szybką odpowiedź: „Jak byk!”. Może nie było to rozsądne, ale uwierzyłem mu bez namysłu, marząc o jego gorącej magmie, wypełniającej moje usta.

W końcu zamilkł na chwilę… po kilku sekundach wystrzelił mi w usta lawiną gorącej spermy… i dostał spazmów – zaczął trząść się z roskoszy, zamknął na chwilę oczy… nie myśląc o tym, ze lada moment możemy się rozbić, połknąłem nasienie, resztę zlizałem z jego jaj i włosów łonowych. Podniosłem głowę i spojrzałem na licznik: jechaliśmy 230km/h, ciągle lewym pasem, z którego auta jadące przed nami intuicyjnie uciekały w popłochu, widząc nas w lusterku. „To była zajebiste…” – powiedział drżącym głosem. Całą twarz miał sina, zlaną potem, co jeszcze bardziej dodawało mu uroku. „Muszę ci się odwdzięczyć” – powiedział. „Ok., zjedź tutaj” – odparłem szybko, widząc miejsce do postoju. Minęliśmy toaletę, podjeżdżając na koniec parkingu. Tutaj rozłożyliśmy siedzenia. Gdy tylko Maciek zgasił silnik, rzucił się na mnie – zdjął mi koszulę. Moje ciało nie odbiegało z grubsza od jego, więc chyba nie było to zbytnie poświęcenie z jego strony. Zdjął mi koszulę, ja zrobiłem z jego to samo. Namiętnie wessał mi się w usta, wpychając mi język głęboko do przełyku… delikatnymi dłońmi rozpinał mi spodnie. Moja pała była gotowa już od dawna. Ujrzawszy ją, Maciek ucieszył się i na jego twarzy znów pojawił się ten piękny uśmiech. „Ale sprzęt” – zachwycił się. „Wejdź we mnie, proszę!” – powiedział. Cóż, dwa razy nie musiał powtarzać – położył się na brzuchu, na rozłożonym siedzeniu.

Miał fantastyczne plecy, na których widać było każdy mięsień. Obaj byliśmy nadzy. Zacząłem całować jego szyję. Cudownie pachniał delikatnym, męskim, świeżym potem. Poprosiłem go, żeby się wypiął. Było trochę ciasno, więc musiałem odchylić się do tyłu, klęcząc za nim. Jego tyłeczek bez szortów zyskał jeszcze na seksowności – piękny, muskularny, ale szczupły… nakierowałem swoją pałę na jego odbyt. „Nie mam żelu” – ostrzegłem. „Nie szkodzi, wal mnie ostro, chcę poczuć Cię w sobie”. Wsadziłem mu palec, potem dwa, trzy… w końcu wcisnąłem swój sprzęt w jego szparę. Jego dziurka natychmiast dopasowała się do moich kształtów, otulając szczelnie mojego – w końcu sporego – penisa. Byłem już w środku. Odchyliłem się ponownie do tyłu, co nie było wygodne – oparłem się więc rękami za sobą. W sumie widziałem tylko mojego fiuta zatapiającego się w jego zgrabnej pupci. Bolało go. „Nigdy nie robiłem tego analnie” – wymamrotał. To jeszcze bardziej mnie zachęciło i odparłem: „Tym większa będzie Twoja przyjemność”.

Zacząłem rytmicznie go posuwać, coraz szybciej i coraz głębiej… widziałem, jak mój kaloryfer się napina, a penis – zatapia w jego dupci. W końcu wyrobiłem sobie na tyle spory krater w jego odbycie, że pałka mieściła mi się w całości. „Spuść się we mnie” – wyjęczał. Oczywiście nie mogłem odmówić tej przyjemności – sobie i jemu Wink (1) Czułem, że zaraz dojdę… w końcu zalałem jego wnętrze gorącą, biała lawą… nigdy dotąd nie miałem tak obfitego wytrysku – sperma wyciekała mu z odbytu a mnie wydawało się, że ta chwila trwać będzie wiecznie a mój orgazm nigdy się nie skoczy… Obaj dostaliśmy drgawek… nie miałem wątpliwości – pobudziłem jego prostatę i doprowadziłem go do wytrysku bez stymulowania penisa… zaspermił sobie siedzenie… gdy już wlałem w niego wszystko co miałem najlepsze, odwróciłem go na plecy. Usiadłem okrakiem na jego twarzy, w odwrotną stronę niż on, i pochyliłem się – tak, że obaj mieliśmy przed oczami penisy drugiego z nas. Zlizałem jego spermę do ostatniej kropelki. On uczynił to samo.

Nigdy nie zapomnę jego gorących, namiętnych warg i mięsistego języczka, pieszczącego mojego fiuta. Zobaczywszy jego piękne, czyste, opalone stopy i wspaniałe, umięśnione lecz szczupłe, nogi, zamarzyłem o kolejnym orgazmie… gdy zlizaliśmy sobie nasienie do reszty, poprosiłem, żeby zrobił mi loda… „Służę uprzejmie” – odparł radosny jak skowronek. Lizałem delikatnie jego pachwiny, kolana, patrząc na piękne stopy, wygięte z rozkoszy… nie potrzebowałem wiele do szczęścia – kolejny orgazm się zbliżał… postanowiłem, że chcę popatrzeć, jak robi mi loda, więc usiadłem odwrotną stroną, przodem do niego, na jego klacie. Cudowne, brązowe sutki i wspaniała rzeźba dodatkowo mnie rajcowały. Patrzyłem, jak mój miecz zanurza się głęboko w jego gardle… jego namiętne usta docierały już w okolicę postawy penisa… nie mogłem uwierzyć, że mieścił go w całości… bałem się, że zadławi się spermą, więc ostrzegłem, że zbliża się wytrysk… na chwilę otworzył usta, mamrocząc: „wspaniale, połknę!”. Ok., skoro tego chce… tym razem włożyłem mu penisa do ust płytko, tak, by jego wargi oplatały jedynie mojego kasztanka. Chwyciłem go za głowę i dokończyłem sam, rytmicznie posuwając go w usta… w końcu wybuchłem.. obaj jęczeliśmy z rozkoszy…

Wyjąłem fiuta i zafundowałem mu równie gorący pocałunek z języczkiem, jaki on zafundował mi na początku… Moja sperma wyciekała nam z ust, kapiąc na jego klatę i brzuch… zacząłem ją zlizywać, błądząc rozgrzanym językiem po jego pięknie zbudowanym ciałku… Gdy skończyłem, położyłem się na nim, liżąc mu ucho – piękna małżowina, zgrabna, w sam raz do pieszczenia… mruczał powoli, gdy leżeliśmy tak jeszcze kilkanaście minut… w końcu pozbieraliśmy się i odwiózł mnie do supermarketu, w którym się spotkaliśmy… pożegnaliśmy się, wymieniając numery telefonów, wsiadłem do swojego auta i odjechałem. Od tej pory z niecierpliwością wyczekuję każdego służbowego wyjazdu do Poznania 








Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.